poniedziałek, 20 czerwca 2016

#45 (03.04.16)

na początku było słowo
ze słowa powstał chaos
nad którym panuje Geniusz

wiemy dobrze że słowa nic nie znaczą
więc wyrusz ze mną w podróż
poczuj się wolny
i zapomnij o słowach
o wszystkim co powiedziałam
co napisałam
zapomnij o pierwszym słowie
które zaczęło wszystko
i nie myśl o ostatnim
które wszystko zakończy

wyrusz w podróż i zapomnij o wszystkim
karm dobrego wilka
aż sam poczujesz się syty
i chodź
nie poczujesz już głodu

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Sen

Przyśniło mi się:
Umrę w wieku 38 lat, mówisz.
(Wiem, wiek się nie zgadza.
Przecież wiem.
To tylko sen.)
Ujmuję w dłonie twoją twarz,
na ustach składam pocałunek.
Płaczę.
Mówisz, nie żegnaj się ze mną.
Nie żegnam, mówię, witam.
Płaczesz.
To dobrze, mówisz.
Patrzę ci w oczy.
Ani nam się witać, ani żegnać, mówię.
Rozumiesz doskonale.
Przyśniło mi się?

niedziela, 29 listopada 2015

przezimować

Pierwszy raz z paroma słowami wyjaśnienia. Kilka wierszy, które w chaosie tworzą dziwną całość (a ta pewnie będzie jeszcze się powiększać). Kilka wierszy niedosłownych i dosłownych bardzo. Całość, która zaczyna się od pojedynczych wersów w zupełnie niepowiązanych wierszach i dochodzi do oczywistego punktu kulminacyjnego, który w tym momencie jest też końcem, chociaż już znam ciąg dalszy.


1.
zagubiona w mieście 
obijam się o obce uliczki
i przypadkowe twarze
kłaniam się z uśmiechem ludziom w oknach
szukam gwiazd w światłach samolotu
szukam ciebie w deszczu i burzy
skaczę z balkonu sto razy dziennie
zabijam się papierosowym dymem
i choć żadna ze mnie julia
i choć wiem że nie przyjdziesz
czekam
stoję
szukam cię wzrokiem
zapragnęłam tego banału
grania pod balkonem
może czekać przyjdzie na kogoś innego
i będę prosić o kilka dźwięków
jak ciebie prosić nie umiałam


2.
czerniałam listopadem
owdowiało samotne serce
leżę na zgliszczach zieleni
wdychając zapach śmierci
otępiała bez opamiętania
przechodzę kolejny kilometr żałobnej wędrówki
z każdą sekundą zbliżam się do ciebie
ze świadomością że nie czekasz
liczę litery spisane z uwagą

oczerniała listopadem chodzę boso
po rozgrzanym asfalcie twojego miasta
chowam twarz za piegami
w środku lata widzę tylko czerń
(i być może już nie chodzi o ciebie)


3.
przemknęły nam ciepłe noce
przemknęły spacery po rozgrzanych ulicach

w tych ostatnich dniach sierpnia
w twoich ostatnich dniach tutaj

zalewa jesienią wiatr i deszcz
zalewa nasze włosy i serca


4.
mogłam być twoją ewą
twoim pierwszym grzechem
zamiast tego
ty stałeś się moim
pierwszym bólem w tym mieście


5.
nie będę twoją ewą czerwonym kapturkiem
nawet julią nie będę
chociaż mam balkon
na dobre wspomnienia też nie zasłużyłam

a mogłam być tym wszystkim
i czymś więcej
mogłam być najlepszą sobą
ale poznałeś mnie najgorszą
i już nie wrócisz


6.
stałeś pod moimi drzwiami
(nie)czekając na mnie
stałam na balkonie
(nie)wyglądając ciebie
mijaliśmy się na ulicach
(nie)zauważeni
żegnaliśmy się raz po raz
(nie)wzruszeni


7.
kocham
beż żadnego ale
                    pomimo
                    dlatego że
kocham
po prostu

środa, 11 listopada 2015

#44 (05.08.15)

po dziewięciu miesiącach
rodzę żałobne dziecko
tysiące innych spływa z moich oczu
kolejne przewracają się w brzuchu

gubię i odnajduję cię na nowo
szamana ukrytego w gwiazdach

nurkuję w katakumbach

żar przyklejony do mojego ciała

znów przeklinam los
bo nie chcę tego dziecka

środa, 29 lipca 2015

Słońce i Księżyc (23.04.15)

kiedy umarłeś spadło najjaśniejsze ze słońc
zapadła się moja galaktyka
wchłonięta przez czarną dziurę nicości
jaka po to tobie została
ciemna jak twoje oczy
w które nie mogłam spojrzeć

skostniałe dłonie pachną melodią zimy

klepsydra odmierzy 6 miesięcy
i zapłonie nowe ognisko
rozpalone w noc moich narodzin
i ja urodzę się na nowo
przecierając oczy ze zdziwienia

księżyc ukołysze mnie do snu
bo ogrzewa może lepiej niż słońce
o ile wiesz jak to ciepło znaleźć
a jego światło przebije się przez ciemność
czarnych dziur w moich oczach

niedziela, 31 maja 2015

#42

rozmawialiśmy wczoraj o zwierzętach

miałem legwana i zdechł
chyba kupię szczura bo mądry
chcesz inteligentne zwierzę
chcę
kup sobie kruka

(kruka kurwa
kruka
żeby codziennie pogłębiał moją żałobę
czernią swoich piór
kruka
w którego oczach będę widziała
odbicie zaświatów
kruka
który wydziobie mi na nowo
ledwo złożone serce)

boję się ptaków
powiedziałam
i zapiłam swą rozpacz jabłkowym cydrem

czwartek, 21 maja 2015

#41

lśniące w słońcu krople deszczu
jak iskierki przecinające powietrze
zupełnie nie jak deszcz wyglądające
jakby wystawić rękę za okno
jestem pewna
że poparzyłyby dotkliwie
a może to drobinki złota
wydostały się z garnka z końca tęczy
i pada prawdziwy złoty deszcz
iskierki odbijają się w moich oczach
i mimo że to woda przecież
czuję się bogatsza od samego patrzenia
chociaż biedna jestem dalej jak mysz kościelna